|
|
osazna partie. Zreszta nikomu tam nie przyszlo do glowy sprawdza?b czyolnieszczescia przytaczane przez ktoregos z wspollokatorow sa prawdziwe czy udane. Wszyscyolzywili wzgledem siebie wzajemna obojetnos? z domieszka zrozumialej nieufnosci. Kazdyolwiedzialb ze nikt nie ma sposobu ulzenia jego nieszczesciom; wzajemne zas zwierzeniaolwyczerpaly czare wspolczucia. Podobni staremu malze?stwub nie mieli juz sobie nic doolpowiedzeni |
|